Zaklęty wąż
Była sobie raz biedna kobieta, która pragnęła dziecka. Wzdychała tak często, że w końcu zawołała: – O Niebiosa, ześlijcie mi dziecko, nawet gdyby to był mały wąż! Wkrótce urodziła dziecko. Tylko że był to mały zielony wąż, o bystrych oczach i sprytny. Nazwała go tak, jakby był każdym innym chłopcem, i kochała go całym sercem.
Wąż rósł szybko. Potrafił mówić i był miły dla swojej matki. Pewnego dnia powiedział: – Matko, czas, bym się ożenił. Idź do króla i poproś o rękę księżniczki.
Jego matka zadrżała. – Moje dziecko – szepnęła – jak wąż może poślubić córkę króla?
– Nie bój się – odpowiedział. – Tylko idź i zapytaj.
Matka poszła do pałacu i powiedziała królowi wszystko. Król zmarszczył brwi. Nie chciał oddać córki wężowi, więc wyznaczył niemożliwe zadanie, myśląc, że się ich pozbędzie. – Jeśli twój syn zdoła zbudować do jutrzejszego wschodu słońca pałac tak piękny jak mój, stojący obok niego, ze ścianami, które lśnią jak słońce, wtedy posłucham.
Matka zaniosła wiadomość do domu. Wąż kiwnął głową i prześlizgnął się w noc. Przed świtem stał wspaniały pałac obok pałacu króla – jego okna błyszczały, podłogi lśniły i był wypełniony muzyką i światłem.
Król był zdumiony, ale nie dotrzymał jeszcze słowa. Wyznaczył drugie zadanie. – Niech powstanie, do jutra, droga od twojego domu do moich drzwi, gładka jak jedwab i jasna jak złoto, by księżniczka mogła iść na swój ślub bez brudzenia buta.
Znowu wąż posłuchał. Do rana złota droga biegła od chaty biednej kobiety prosto do bramy pałacu.
Król westchnął i spróbował jeszcze raz. – Przynieś mi ogród, gdzie fontanny śpiewają, a ptaki każdego koloru gnieżdżą się na drzewach. Jeśli twój syn może mi to dać, nie mogę mu odmówić.
Następnego świtu król wyjrzał i zaparło mu dech. Tam, gdzie było puste podwórze, teraz kwitł ogród. Srebrne fontanny wyrzucały wodę w powietrze, a ptaki śpiewały tak słodko, że każdy, kto je słyszał, uśmiechał się.
Król nie mógł już zwlekać. Księżniczka płakała, ale posłuchała ojca i ślub się odbył. Cały dzień ludzie szeptali: – Księżniczka poślubia węża! Ale kiedy drzwi nowego pałacu zamknęły się i zapadła noc, wąż wyślizgnął się ze swojej skóry i stanął przed swoją narzeczoną jako przystojny młody mężczyzna.
– Nie bój się – powiedział łagodnie. – Jestem pod zaklęciem. Za dnia noszę skórę węża, ale nocą jestem taki, jak mnie widzisz. Nie mów nikomu i bądź cierpliwa.
Księżniczka spojrzała w jego dobre oczy i uwierzyła mu. Każdej nocy, kiedy byli sami, jej mąż odkładał wężową skórę i rozmawiał z nią jak mężczyzna. Rano skóra leżała ukryta, a świat widział tylko węża.
Wkrótce matka księżniczki, królowa, przyjechała z wizytą. Zauważyła nowe szczęście córki i stała się ciekawa. – Powiedz mi swój sekret – namawiała.
Z początku księżniczka nie chciała. Ale królowa naciskała i naciskała, aż księżniczka szepnęła: – Za dnia jest wężem, ale nocą jest mężczyzną.
Królowa była zła na magię, której nie rozumiała. – Spal tę skórę – powiedziała. – Wtedy będzie mężczyzną zawsze.
Kiedy nadeszła noc, księżniczka zrobiła tak, jak kazała jej matka. Wzięła wężową skórę i wrzuciła ją do ognia. Płomienie owinęły się wokół niej z sykiem. Jej mąż wbiegł i krzyknął: – Coś ty zrobiła?
– Myślałam, żeby cię uwolnić – powiedziała przestraszona.
Pokręcił głową smutno. – Zgubiłaś mnie przed właściwym czasem. Teraz muszę odejść daleko, gdzie nie znajdziesz mnie łatwo. Jeśli mnie kochasz, szukaj mnie. Poznasz mnie po tym: będę nazywany Mężem innej. I gdy to mówił, zniknął jak oddech na szkle.
Księżniczka nie mogła odpocząć. Założyła mocną suknię i miękkie buty i opuściła pałac samotnie. Wzdłuż drogi spotkała starą kobietę przędącą len.








