To prawda!
Na małej farmie, w przytulnym mroku kurnika, biała kura wskoczyła na swoją grzędę. Wygładziła pióra, schowała głowę pod skrzydło i lekko się wstrząsnęła. Pojedyncze miękkie piórko, lekkie jak płatek śniegu, opadło na słomę.
„Cóż” – zagdakała sennie kura – „im więcej się dba o siebie, tym lepiej prowadzi się dom. Piórko spadnie od czasu do czasu”. I zamknęła oczy.
Na sąsiedniej grzędzie inna kura zerknęła jednym bystrym okiem. Zobaczyła małe piórko w słomie i nadymała się. „Muszę powiedzieć mojej przyjaciółce” – pomyślała. „Nie żeby plotkować, oczywiście, tylko żeby podzielić się tym, co widziałam. To prawda”.
Zeskoczyła na dół i szepnęła do sąsiadki: „Słyszałaś? Nie wymienię nazwisk, ale jest kura, która wyrwała sobie pióro dla koguta. Co za próżność!”
„Szokujące!” – powiedziała sąsiadka. A kiedy spotkała dwie kolejne kury przy karmniku, powiedziała im: „Słuchajcie tego: kura, którą znam, wyrwała sobie dwa pióra, żeby upiększyć się dla koguta”.
Dwa pióra zamieniły się w trzy, kiedy przekazała to następna kura: „Trzy pióra, uwierzycie? Niektóre kury bardziej myślą o pełnych podziwu spojrzeniach niż o zdrowym rozsądku!” Trzy kury gdakały i kręciły głowami, bardzo zadowolone, że są tak zatroskane.
Do popołudnia rozmowa przelatywała z grzędy na grzędę jak trzepoczące stado. Gołębie na dachu usłyszały to i zagruchały do synogarlic: „Przynosimy wieści z dołu! Cztery pióra wyrwane dla uwagi koguta. To prawda – mamy to od wiarygodnego ptactwa”.
Wysoko na krokwiach stara sowa mrugała okrągłymi oczami i kiwała głową z powagą. Sowy, jak wszyscy wiedzą, są bardzo poważne o zachodzie słońca. „Jestem ptakiem myśli” – zahukała do swojej towarzyszki – „i ostrożnie podchodzę do faktów. Ale wiem z dobrego źródła, że pięć kur wyrwało sobie po pięć piór każda w dowód próżności. Młode stworzenia w dzisiejszych czasach!”
Indyki zagulgotały z oburzenia, kiedy sowa im to powiedziała. „Pięć piór? Hańba!” – wołały, nadymając piersi. Kiedy spotkały kaczki przy stawie, uczyniły historię cięższą, jak to indyki mają w zwyczaju. „To skandal” – gulgotały – „i drżymy, mówiąc to: sześć kur oskubało się niemal do naga. Wszystko dla jednego koguta!”
Kaczki pływały w kółko, kwacząc tak szybko, że fale rozchodziły się jak kręgi na wodzie. „Niemal do naga?” – powtórzył kaczor. „Co za świat! Musimy ostrzec gęsi”. A kiedy powiedział gęsiom, opowieść stała się jeszcze wspanialsza: „Siedem kur rozebrało się do naga! Pomyślcie o przeciągu! Pomyślcie o bezwstydzie!”
Gęsi syczały i mądrze kiwały długimi szyjami. „Musimy chronić farmę przed takimi przykładami” – powiedziały. „Powiemy o tym stodołowemu kotu, który jest sprytny, i psu podwórzowemu, który ma donośny głos”.
Kot stodołowy wygiął grzbiet i zamruczał: „Wiedziałem. Kury są takie głupie”. Powiedział psu, przechodząc obok niego. Pies szczekał przez płot do ogara sąsiada: „Osiem kur wyrwało sobie wszystkie pióra dla koguta. To oburzające, ale to prawda”.
Ogar sąsiada powiedział świni, świnia kozie, a koza stajennemu, gdy układał siano. Do tego czasu historia miała własne piękne nowe piórka. „Dziewięć kur oskubało się do czysta” – powiedziała koza – „a jedna zemdlała z zimna. Słyszałam to na własne uszy”.
Stajenny pobiegł do dojarki. „Dziesięć kur!” – krzyknął. „Dziesięć kur wyrwało sobie każde piórko, żeby się popisać, a kogut był tak oszołomiony, że dwa inne koguty pobiły się o to”.
Dojarka sapnęła i powiedziała żonie rolnika: „To straszne! Cały kurnik stał dygocząc, wszystko z próżności. Koguty rzucały się na siebie jak rycerze w bajce”. Potrząsnęła głową. „Ale to prawda”.
Tego wieczoru żona rolnika rozmawiała z sąsiadką przez płot. „Prawie w to nie uwierzysz” – powiedziała – „ale szanowana osoba mi powiedziała. Całe stado oskubało się do naga, a trzy koguty zostały ranne w walce o ten widok!”
Sąsiadka, która lubiła dobrą historię tak samo jak dobrą zupę, opowiedziała kupcowi w mieście. Kupiec powiedział nauczycielowi, nauczyciel sklepikarzowi, a sklepikarz dżentelmenowi, który spisywał rzeczy. Do rana opowieść była żywa, dopracowana i bardzo ważna.
Pojawiło się drukowane ogłoszenie: „Straszny skandal na farmie! Z głupiej dumy kura oskubała się do naga, by zadowolić koguta. Przykład się rozprzestrzenił; wiele kur poszło w jej ślady. Zacięte walki wśród kogutów! Kilka rannych. Wiarygodne źródła potwierdzają, że to prawda”.
Tymczasem w kurniku biała kura obudziła się promykiem słońca i zeskoczyła na dół, szeleszcząc swoimi schludnymi piórami. Dziobnęła ziarno, poskrobała w słomie i znalazła małe piórko, które spadło poprzedniej nocy. „Tu jesteś” – zagdakała. „Jak powiedziałam, piórko spadnie od czasu do czasu. To naturalne”.
Wstrząsnęła się radośnie i wyszła na podwórko. Nie wyrwała celowo ani jednego pióra. Nie wiedziała nic o walczących kogutach, drukujących gazetach ani o wielkim poruszeniu, jakie wywołało jej małe, dryfujące piórko.
W górze na płocie gołębie nadymały piersi. „My byliśmy pierwszymi, którzy to zgłosili” – gruchały.
Na krokwiach sowa zamknęła oczy w mądrości. „Jestem ostrożna” – mruknęła. „Mówię tylko to, co jest prawdą. Dotarło to do mnie z godnego zaufania dzioba. To prawda”.
A kury, indyki, kaczki, gęsi, kot i psy wszyscy kiwali głowami i powtarzali jedno za drugim. „To prawda! To prawda!” – mówili.
Ale gdybyście zapytali małą białą kurę, pokazałaby wam pojedyncze piórko w słomie i powiedziała: „To wszystko, co kiedykolwiek było”.
Tak więc mała rzecz stała się wielką historią, a każdy dziób, który ją opowiadał, dodawał od siebie małe dziobięcię. Tak plotka obasta w pióra, leci daleko i ląduje jako „szczera prawda”, nawet jeśli nią nie jest.









