Tajemnica marchewkowej korony
Na Słonecznej Łące trzy szybkie króliki – Nibble, Dot i Tippy – ćwiczyły swoje hop-hop-hopy wokół pnia drzewa. Na pniu siedziała lśniąca nagroda za Wyścig Szybkiego Skoku: Marchewkowa Korona, upleciona z naci marchewki i jasnej czerwonej wstążki.
Nibble śmignął obok pnia. Zatrzymał się tak szybko, że jego uszy klapnęły. – Och! – pisnął. – Marchewkowa Korona zniknęła!
Nakrapiany nos Dot drgnął. – Zaginęła?
Tippy przekrzywił swoje wielkie uszy. – Zatem potrzebujemy Klubu Szybko-Cicho! Szybkie stopy, ciche myślenie! – Trzy króliki dotknęły się łapkami. – Szybko, szybko, ale cicho – szepnęły.
Przeszukali pień. Nibble znalazł maleńkie pomarańczowe okruszki. – Wskazówka numer jeden – powiedział, stukając w okruszki.
Dot wpatrywała się w trawę. Loczek czerwonej wstążki chował się pod koniczyną. – Wskazówka numer dwa! Ślad wstążki.
Tippy wskazał na małe ślady w kształcie strzałek w miękkiej ziemi. – Wskazówka numer trzy. Te ślady stóp wskazują jak strzałki. – Spojrzał na własne ślady łap – okrągłe i skoczne. – Nie my.
– Strzałkowe stopy należą do ptaków – powiedziała Dot. – Ale którego ptaka?
Podążyli za loczkiem wstążki. Prowadził do kępy mleczy, a potem wił się w stronę żywopłotu. Ślady strzałek wskazywały tamtą drogę również. Małe szare piórko leżało na liściu.
– Wskazówka numer cztery – powiedział Nibble. Uniósł je. – Pióro!
Z alejki dobiegło radosne szczekanie. Sprig, szczeniak farmera, przeturlał się w ich stronę, ogon machał jak metronom. – Hau! Zabawa?
– Szybko, szybko, ale cicho! – szepnął Tippy. Króliki śmignęły zakosami. – Zyg-zyg, zag-zag! – Prześlizgnęły się pod tunelem z koniczyny – miękkie liście muskały ich grzbiety. Łapy Spriga poślizgnęły się na krawędzi tunelu. Powąchał, po czym przewrócił się na plecy i kichnął. – A psik! – Znalazł patyk i potruchtał dalej, zadowolony.
Po drugiej stronie tunelu z koniczyny, loczek wstążki dryfował do pustego pnia. Ślady strzałek okrążały go. Coś w środku zrobiło pip-pip.
Nibble zajrzał do środka. Dwoje jasnych oczu zamrugało z powrotem. Małe pisklę sroki ściskało czerwoną wstążkę w dziobie. Marchewkowa Korona była zaklinowana w połowie pnia.
– Cześć – powiedziała Dot łagodnie. – Szukamy naszej korony.
– Lśniąca wstążka! – zapiszczało pisklę. – Ładna do mojego gniazda. Ale… utknęła.
Mama Sroka sfrunęła na gałąź z klekotem dzioba i świstem skrzydeł. – Ojej – powiedziała. – Myślałam, że ta wstążka była bezpańska. Nie widziałam korony ukrytej w trawie. Chcieliśmy tylko trochę czerwieni do naszego gniazda. – Podskoczyła bliżej i zajrzała do pnia. – Teraz utknęła, a pień jest ciężki.
Tippy potarł brodę. – Czas na zagadkę – powiedział. – Pchać czy ciągnąć?
– Jeśli pociągniemy wstążkę, korona może zostać zaklinowana – zastanawiała się Dot. – Jeśli popchniemy koronę, możemy ją zgnieść.
Nibble postukał w pień. – A co jeśli podniesiemy ten koniec, potoczymy pień trochę, i korona wytoczy się sama?


























