Skarb Pana Arnego
Selma Lagerlöf

Skarb Pana Arnego

Daleko na zachodzie Szwecji, gdzie zimą morze zamarza w lśniące drogi, mieszkał życzliwy pastor o imieniu Pan Arne. Na swojej kamiennej plebanii w Solberga trzymał ciężką skrzynię opasaną żelaznymi obręczami. Pieniądze w środku należały kiedyś do klasztoru, a ludzie szeptali, że są stare i niespokojne, pragnące wrócić do morza, z którego przybyły. Pan Arne strzegł ich dla kościoła i potrzebujących, a jego dom był zawsze ciepły od światła i śmiechu.

Pewnej mroźnej nocy trzej szkoccy żołnierze uciekli z twierdzy w Marstrand. Nazywali się Sir Archie, Sir William i Sir Philip. Walczyli w wojnach daleko od domu, a potem byli głodni, zmarznięci i zdesperowani. Wiatr pchał ich przez białe pola, aż zobaczyli blask latarni przez oszronione okna – plebanię w Solberga.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. W ciemności i śniegu mężczyźni porwali skrzynię okutą żelazem. Były krzyki, strach i walka. Kiedy burza ucichła, w domu zapanowała cisza. Tylko jedno małe życie zostało oszczędzone: Elsalill, sierota, którą rodzina Pana Arnego przyjęła z miłością. Ukryła się w skrzyni na drewno, drżąc jak polna mysz pod wiekiem. Kiedy sąsiedzi przyszli o świcie, znaleźli ją i owinęli szalem. Była jedynym świadkiem, który pozostał.

Elsalill zabrano do Marstrand, nadmorskiego miasteczka poniżej wielkiej twierdzy. Dobra rybaczka dała jej kąt do spania i miskę zupy rybnej każdego wieczoru. Ale Elsalill nie mogła spać. W jej snach blada dziewczyna ze szronem we włosach – jej droga przybrana siostra – stała przy łóżku i szeptała: „Nie zapomnij o nas. Znajdź prawdę. Przyprowadź pieniądze do domu”. Na lodzie Elsalill słyszała czasem dziwny śpiew, jakby samo morze nuciło ostrzeżenie pod swoją szklaną skórą.

Zimowe targi tętniły życiem w Marstrand. Pewnego popołudnia Elsalill spotkała młodego nieznajomego o zamyślonej twarzy. Kupił bochenek chleba i przełamał go na pół, by podzielić się z nią. „Mam na imię Archie” – powiedział z małym ukłonem. Elsalill zobaczyła w jego oczach życzliwe światło i na chwilę zapomniała o strachu. Spotkali się znowu w porcie, gdzie czarne statki były uwięzione w lodzie jak muchy w bursztynie. Archie powiedział jej, że pragnie popłynąć do domu do Szkocji, kiedy otworzy się morze. Elsalill opowiedziała mu o świetle na śniegu, o swoim małym szczęśliwym życiu przed tą złą nocą. Spacerowali i rozmawiali, aż dzwon kościelny wezwał ich do domu.

Elsalill nie wiedziała, że Archie to Sir Archie, jeden z trzech, którzy przybyli do Solberga. Archie jej tego nie powiedział. Chciał być godny jej uśmiechu i zostawić przeszłość pogrzebaną pod śniegiem.

Ale przeszłość nie pozostaje pogrzebana. Przybrana siostra Elsalill przyszła znowu we śnie, bliżej niż teraz. „Strzeż się człowieka, który nosi zimne żelazo blisko serca” – szeptał duch. Następnego dnia Elsalill zauważyła rękojeść wąskiego noża ukrytego pod płaszczem Archiego. Był wyrzeźbiony w kręty wzór, który pamiętała ze stołu Pana Arnego – jeden z noży, które wisiały w kuchni na plebanii. Serce Elsalill załomotało. Wciąż miała nadzieję, że się pomyliła.

Tego wieczoru przechodziła obok tawerny i usłyszała szorstkie głosy przez drzwi. „Zabierzemy skrzynię przez lód dziś w nocy” – powiedział ktoś. „Z powrotem do Szkocji, i nikt się nie dowie”. Inny głos, Archiego, odpowiedział cicho, pełen niepokoju. „Jest ciężka, a lód śpiewa. Obawiam się, że morze chce ją z powrotem”. Trzeci głos zaśmiał się. „Daliśmy księdzu krótszą modlitwę. Damu morzu to samo”.

Ręce Elsalill zamieniły się w lód. W końcu poznała prawdę. Archie – człowiek, którego lubiła, człowiek, który był delikatny – przybył do Solberga tamtej strasznej nocy. Łzy piekły ją w oczy, ale szept ducha dodał jej otuchy. „Znajdź prawdę. Przyprowadź pieniądze do domu”.

Wspięła się na wzgórze do twierdzy i błagała o widzenie z gubernatorem. Opowiedziała mu wszystko, od zamarzniętych drzwi w Solberga po głosy w tawernie. Wezwał swoich ludzi i wysłał ich, by obserwowali port i czarną linię lodowej drogi. „Dziecko” – powiedział łagodnie – „byłaś bardzo dzielna”.

Księżyc wzeszedł biały nad morzem. Na twardym, dźwięczącym lodzie poruszały się trzy ciemne postacie, pchając sanie, które jęczały pod ciężarem żelaznej skrzyni. Elsalill pobiegła na brzeg, jej oddech był srebrną chmurą, a serce pękło na dwoje. „Archie!” – zawołała. Zatrzymał się i odwrócił. Nawet w bladym świetle widziała, jak zmienia się jego twarz – od nadziei, przez strach, po smutek.

„Chodź ze mną, Elsalill” – błagał. „Pójdziemy tam, gdzie nikt nas nie zna. Będę dobry. Zbuduję ci ciepły dom nad morzem”.

„Nie mogę” – powiedziała Elsalill, a jej głos drżał, ale był stanowczy. „Musisz odpowiedzieć za to, co zrobiłeś. Musisz naprawić, co możesz”.

Z miasta dobiegły krzyki, gdy żołnierze i mieszczanie pośpieszyli na lód. Sir William i Sir Philip pociągnęli mocniej sanie. Skrzynia zgrzytała i śpiewała o zamarznięte morze. Archie chwycił ręce Elsalill. „Proszę” – szepnął. „Kocham cię”.

Spojrzała w jego oczy i poczuła zarówno dobroć, którą widziała, jak i cień, który ukrywał. „Nie mogę pomóc ci uciec” – powiedziała. „Mogę tylko pomóc ci być odważnym”.

Sir William krzyknął: „Zostaw dziewczynę!” Pędził z powrotem i w zamieszaniu Archie zamachnął się ręką, by odepchnąć Elsalill na bok. Jego nóż błysnął. Rozległo się westchnienie, potknięcie, cichy krzyk – i Elsalill osunęła się na kolana. Śnieg zakwitł czerwienią pod nią jak zimowa róża.

Archie patrzył na swoją rękę, przerażony. „Elsalill!” Uklęknął i próbował ją podnieść. Dotknęła jego rękawa. „Zrób to, co słuszne” – szepnęła. Potem jej oddech stał się cichy, a oczy, które mieściły w sobie tyle strachu i tyle odwagi, zamknęły się tak delikatnie, jak opadający śnieg.

Lód zaczął śpiewać długą, niską nutę. Mężczyźni ze skrzynią postąpili naprzód, a morze odpowiedziało pęknięciem. Skrzynia okuta żelazem zadrżała, ześlizgnęła się i z jękiem podobnym do dzwonu przebiła lód. Wpadła do ciemnej wody i zniknęła. Morze zatrzymało to, czego zawsze pragnęło.

Mieszkańcy miasta dotarli na miejsce. Schwytali Sir Williama i Sir Philipa. Archie nie walczył. Położył Elsalill delikatnie na saniach i pochylił głowę. „Jestem gotów” – powiedział. Ludzie gubernatora odprowadzili Szkotów.

Kiedy nadeszła wiosna, lód stopniał, a morze wzdychało o brzeg. Ludzie mówili, że śpiew wreszcie ustał. Dom Pana Arnego był teraz cichy, ale pamięć o jego dobroci żyła nadal, tak jak odwaga dziewczyny, która powiedziała prawdę. Co do Archiego, pamiętał ostatnie słowa Elsalill każdego dnia, który mu pozostał. Zimą, kiedy wiatr huczał w okapach, przyciskał rękę do serca i żałował, że nie był tak odważny jak ona.

A tam, za portem, gdzie woda jest głęboka i ciemna, stare pieniądze spoczywały w spokoju, ciężkie i nieruchome, jak sekret, który wreszcie wrócił do domu.

iStoriez

Najnowsze bajki

Kruk Ralf i księżycowe przyjęcie autor Bajkobot
Kruk Ralf i księżycowe przyjęcie
Bajkobot
3+
2 min
Roszpunka autor Bracia Grimm
Roszpunka
Bracia Grimm
3+
5 min
Randi i tęcza autor Bajkobot
Randi i tęcza
Bajkobot
3+
2 min
Kot w butach autor Charles Perrault
Kot w butach
Charles Perrault
6+
5 min
Mapa księżniczki Poppy autor Bajkobot
Mapa księżniczki Poppy
Bajkobot
3+
5 min