Robot Bop
W jasną sobotę Nia otworzyła swoją żółtą skrzynię z narzędziami. W środku były maleńkie kółka jak lśniące monety, uśmiechnięty ekran i przewody kręte jak spaghetti. Jej tablet pokazywał duże, kolorowe przyciski. Stuknij. Przesuń. Stuknij.
Nia złączyła elementy razem. Małe ramię zatrzasnęło się z cichym pyknięciem. Przykleiła uśmiechnięty ekran z przodu. Dodała dwoje przyjaznych oczu i migające światło. — Cześć, Robocie — szepnęła. — Masz na imię Bop.
Nia stukała w tablet. Duże bloki wskoczyły na miejsce: IDŹ DO PRZODU, SKRĘĆ, PAUZA, POWIEDZ CZEŚĆ. Nacisnęła zielony trójkąt. Światło Bopa zamrugało. Zuuu. Bip-bip.
Twarz na ekranie rozbłysła. — Cześć, Nia! — powiedział Bop jasnym, skocznym głosem. Mała pikselowa dłoń pomachała. Nia klasnęła. — Spróbujmy poćwiczyć — powiedziała.
Nia przykleiła fioletową taśmę w poprzek kuchennej podłogi. — Podążaj fioletową ścieżką — powiedziała Bopowi. Bop potoczył się do przodu. Szybciej. Szybciej! Bop śmignął obok taśmy i uderzył w wieżę z klocków. Trzask!
— Ups — powiedział Bop.
Nia zachichotała. — Pójdziemy wolno-wolno. Dodała blok PAUZA i blok WOLNO. Bop spróbował ponownie. Tym razem koła mruczały jak senna pszczoła. Bop podążał za taśmą delikatnym wężykiem i zatrzymał się tuż przy palcach Nii.
Na ulicy powiewał wielki transparent: TARG NAPRAW! Ludzie nieśli zepsute zamki błyskawiczne, hałaśliwe wentylatory i latawce ze splątanymi ogonami. Nia ciągnęła Bopa w małym czerwonym wózku. Wózek skrzypiał. Bop pikał przy tym, szczęśliwy jak piosenka.
Wewnątrz sali społecznej stoły były ustawione jak przyjazny pociąg. — Czy możecie pomóc? — zapytała pani w jasnych okularach. Kredki były rozrzucone wszędzie. Papierowy transparent opadał jak zmęczony makaron. Kłębek sznurka stał się splątanym bałaganem.
— Możemy spróbować — powiedziała Nia. Stuknęła w tablet. — Bop, posortuj kredki kolorami. Pokaż mi swój najlepszy chwyt robota.
Chwytne ramię Bopa wyciągnęło się. Uszczyp. Uszczyp. Czerwony z czerwonym. Niebieski z niebieskim. Żółty z żółtym. Bop nucił schludną melodię i ustawiał je jak małych tęczowych żołnierzyków.
Następnie Nia pokazała Bopowi, jak trzymać jeden koniec transparentu, podczas gdy ona przyklejała drugi. — Chwyć. Trzymaj. Czekaj — powiedziała, dodając znowu PAUZA. Bop czekał, nieruchomy jak kamyk, aż taśma wygładziła się płasko.
Wtedy Bop spróbował pomknąć w stronę sznurka. Zuuuuu! Serpentyny załopotały. Bop wjechał prosto w nie. — O-o. Jestem burrito z serpentyn — zameldował Bop, bardzo poważnie.
Nia zaśmiała się i przeciągnęła palcem po ekranie. SKRĘĆ W LEWO. SKRĘĆ W PRAWO. COFAJ WOLNO. Bop zakołysał się i wywiercił na wolność, strząsając błyszczący papier jak szczeniak po kąpieli.
Chłopiec w zielonej czapce pociągnął Nię za rękaw. — Mój miś się zgubił — powiedział. — Ma na imię Ogórek. Ma jedno zielone ucho. Jest bardzo nieśmiały.
Nia kiwnęła głową. — Możemy poszukać — powiedziała cicho. Wystukała: ŚWIATŁO WŁĄCZ. TOCZ SIĘ WOLNO. SZUKAJ ZIELONEGO. PISZCZY JEŚLI ZNAJDZIESZ.
Małe światełko Bopa świeciło ciepło i okrągło. Razem szukali pod krzesłami i za pudłami. — Nie ma tu — powiedział Bop. — Tu też nie. Sala pachniała lemoniadą i klejem.
Nia wskazała na scenę. — Może tam? Zasłona wisiała w dół jak wielki czerwony wodospad. Pod spodem była ciemna przestrzeń.
— Pojadę ostrożnie — powiedział Bop. Obniżył się i potoczył w cienistą szczelinę. Jego światło zrobiło złotą kałużę. Drobiny kurzu tańczyły w powietrzu.
— Skanowanie... — powiedział Bop. — Skanowanie... — Przerwał. — Widzę puszystą rzecz. Widzę zielone ucho. Cel: Ogórek!
Chwytak Bopa wyciągnął się, delikatny jak łapa kociaka. Uszczyp. Pociągnij. Na zewnątrz wyślizgnął się miękki miś z jednym oklapniętym zielonym uchem i zakurzonym nosem.


























