Planeta Szelest
Pewnego słonecznie-błyszczącego poranka mały zielony guzik zamrugał na parapecie Mii. Rakieta kosmiczna Kręciołek była gotowa.
„Bobo, lecimy w kosmos!” – powiedziała Mira i poklepała swojego miękkiego królika. Spakowała bananowe kanapki, kocyk w kropki i czerwone piórko. Piórko było na szczęście.
Mira usiadła w Kręciołku, a Bobo dostał mały hełm. „Trzy, dwa, jeden... SIUUUP!” Kręciołek przemknął między chmurami jak wata cukrowa i leciał wyżej i wyżej. Kosmiczny pył błyszczał jak pokruszony cukier. Małe skalne kulki toczyły się obok jak szklane kulki. Kosmiczny wieloryb z błękitnej mgły pomachał wielkim, powolnym ruchem płetwy.
„Cześć, wielorybie!” – krzyknęła Mira. Wieloryb odpowiedział miękkim „vuuuum”, które łaskotało w brzuchu.
Kręciołek wylądował na mieniącym się gruncie, który robił szelest-szelest pod butami. Drzewa ze srebrnymi igłami stały w rzędach i brzmiały jak rozkładany sekretny list. Powietrze pachniało gruszkowymi cukierkami.
Z krzaka wyskoczyła mała postać z piórami zamiast nóg. Boing! Boing! Nosiła szalik w paski i miała oczy jak dwa ciepłe guziki.
„Kim jesteś?” – zapytała Mira.
„Nazywam się Zing!” – pisnęła postać i zrobiła obrót. „Witamy na Planecie Szelest. Chcesz usłyszeć moje najlepsze skoki?”
„Tak!” – powiedziała Mira. Bobo klasnęła łapkami. Zing kicał w kółko, a ziemia odpowiadała szelest-szelest-szelest jak muzyka. Mira też spróbowała. Poleciała trochę wyżej niż na Ziemi, jakby buty miały sprężyny. „Boing!” – powiedziała i zaśmiała się.
Jedli chrupiące jabłka, które pękały jak popcorn, kiedy się w nie gryzło. Zing zebrał całe naręcze dla Bobo, która trącała nosem z zadowoleniem.
Nagle coś zaświszczało. „Łiiiiiis...” Małe ciemne kropki tańczyły w powietrzu i zbierały się w migającą chmurę.
„To magnetyczny deszcz!” – krzyknął Zing. „Szybko, pod wielki grzybowy dach!”
Biegli. Deszcz małych żelaznych kropek przyklejał się do wszystkiego, co lśniło. Kręciołek krzyknął „Bip!” swoją małą lampką, a potem przykleił się, klonk! do gigantycznego grzyba z błyszczącym kapeluszem.
„Moja rakieta!” – powiedziała Mira, a jej serce stało się ciepłe i zmartwione.
Zing położył palec na brodzie. „Szelest lubi łaskotki. Łaskotki lubią piosenkę. Chodź! Weźmiemy srebrne igły”.
Wybrali miękkie igły, które brzmiały jak szepty. Mira wyjęła swoje szczęśliwe piórko. Stanęli wokół grzyba.
„Śpiewamy cicho” – powiedział Zing. „Śpiewaj słowa, które się toczą”.
Mira zaśpiewała: „Plink, plank, plop, kręć się luźno, kręć się bąk”. Zing śpiewał: „Zingeling, szelest, pop!” Bobo nuciła: „Mm-mmm”. W tym samym czasie łaskotali kapelusz grzyba piórkiem i igłami.
Grzyb zawibrował. „Hooooo...” – powiedział i uśmiechnął się, jeśli grzyb potrafi się uśmiechać. Magnetyczne kropki zaczęły spać i spadały na ziemię jak maleńkie kulki. Klonk puścił. Kręciołek był wolny!
„Udało się!” – powiedział Zing i zrobił trzy szczęśliwe skoki. „Twoje piórko jest odważne”.
Mira poklepała Kręciołka. „Dziękuję, Zing. I dziękuję, szeleście”. Wzięła błyszczącą naklejkę-buźkę ze swojego swetra i przyczepiła ją do szalika Zinga. „Buźka-przyjaźni”.
Zing dał Mii małą torebkę z nasionami, które szeleściły jak szeptane słowa. „Zasadź je w swojej rakiecie. Urosną we wspomnienia, które pachną gruszkami”.
Kręciołek zamrugał, wskazując, że czas ruszać dalej. Zing pomachał całym ciałem. „Boing do widzenia!”
Mira i Bobo polecieli w górę z Szelestu. Wślizgnęli się w pierścieniową powódź wokół olbrzymiej planety. Pierścienie były jak gładkie jak szkło zjeżdżalnie. „Łiiii!” – śmiała się Mira, gdy Kręciołek surfował. Kosmiczny pył wirował jak konfetti.
Minęli pas bąbelków, które mówiły „blip-bloop”, gdy Kręciołek trącał je nosem. Mała bąbelkowa ryba wyjrzała i zamrugała. Bobo zamrugała z powrotem.
„Do domu” – szepnęła Mira. „Mamy ze sobą nowe zapachy”.
Kręciołek poszybował do domu i wylądował miękko na parapecie. Pokój był cichy i jasny. Mira ostrożnie wsypała nasiona szelestu do małego kubeczka w kokpicie. Brzmiały sekretnie zadowolone: szur-szur.
„Dzisiaj połaskotaliśmy grzyba” – powiedziała Mira i otuliła Bobo kocykiem. „Jutro może poskaczemy na tęczowym moście”.
Kręciołek mrugnął małe tak. Mira uśmiechnęła się. Kosmos był duży, ale przyjaźń była łatwa do zabrania ze sobą.


























