Odważny Mały Niebieski
Na Lotnisku Słonecznego Pola mały niebieski samolot mruczał przy płocie. Miał na imię Mały Niebieski. Kochał gładkie poranki, kiedy trawa pachniała cytrynami, a pas startowy lśnił jak wstążka.
— Dzień dobry, Mały Niebieski — powiedziała Pilotka Ana, klepiąc go po lśniącym nosie. — Mamy specjalną wycieczkę. Czerwony latawiec musi dotrzeć na Wietrzną Plażę przed paradą.
Mały Niebieski zobaczył rękaw wiatrowy o imieniu Skarpeta, tańczący na wietrze. Skarpeta łopotała w lewo, potem w prawo. Flagi przy hangarze klaskały. Końcówki skrzydeł Małego Niebieskiego poruszyły się. Czuł się w środku chwiejnie.
— Lubię spokojne powietrze — szepnął.
Ana wspięła się do kokpitu i uśmiechnęła się. — Możemy być odważni razem. Kiedy czujemy się chwiejnie, oddychamy. Powolne oddechy, pewne ręce.
Wieża Tim zatrzeszczała przez radio. — Wiatr porywisty. Wy dwoje w porządku?
— Spróbujemy — powiedziała Ana. — Mały Niebieski i ja jesteśmy stabilni.
Potoczyli się w stronę pasa startowego. Świat był jasny i ruchliwy. Trawa szumiała. Mewy kołowały nad polem. Mały chłopiec przy płocie pomachał. Na siedzeniu za Aną czerwony latawiec wyjrzał ze swojego pudełka, a jego ogon był usiany złotymi kokardkami.
Duży podmuch pchnął Małego Niebieskiego w bok. — Iii! — pisnął.
Ana poklepała deskę rozdzielczą. — Stopy na pedałach, przyjacielu. Nos prosto, skrzydła poziomo. Raz, dwa, trzy.
Mały Niebieski wziął oddech. Przypomniał sobie taniec Skarpety i skierował nos w pchnięcie. Jego koła zadudniły szybciej. Wstążka pasa startowego prześlizgnęła się pod nimi — a potem byli w górze.
Powietrze potrącało ich jak przyjazny szczeniak. Mały Niebieski uniósł jedno skrzydło, potem drugie. — Chyba nie dam rady — powiedział.
— Robisz to — powiedziała Ana. — Słuchaj wiatru. Mówi: „Pochyl się trochę, przytrzymaj trochę”.
Lecieli nad polami jak szachownice i rzeką, która wyglądała jak lśniący wąż. Klucz gęsi przemknął obok. Gęś prowadząca zagęgała: — Silne skrzydła, mały! i Mały Niebieski spróbował dumnego gęgania w odpowiedzi.
Na Świerkowym Grzbiecie wiatr zawinął się nad wzgórzem i połaskotał Małego Niebieskiego w brzuch. Zawiercił się. Chciał zawrócić.
Wtedy przypomniał sobie chłopca machającego i latawiec ze złotymi kokardkami. Wyobraził go sobie latającego wysoko na plaży. Wziął kolejny oddech. — Spokojnie — powiedział sobie. — Mogę być odważny i ostrożny.
Za grzbietem powietrze wygładziło się na długą, szczęśliwą minutę. Niebieski wyrównał skrzydła i zanucił melodię. Morze się ukazało, szerokie i błyszczące, i dotarł do nich zapach soli. Wietrzna Plaża była przed nimi — tak jak i porywisty pas startowy.
Skarpeta też tu mieszkała, wyższa i jeszcze bardziej łopocząca, wskazując w poprzek piasku. Wieża Tia zawołała: — Pas dwa-siedem. Wiatr z lewej. Witaj, Mały Niebieski!
Mały Niebieski ustawił się w linii. Wiatr szturchnął go w bok. Jego lewe koło chciało wylądować pierwsze, ale prawe koło narzekało. Czuł, jak drgania rosną.
— To podejście jest zbyt chwiejne — powiedziała Ana. — Odchodzimy na drugi krąg.


























