Niebieski klucz Miry
Mira była młodą uczennicą wiedźmy. Jej kapelusz był miękki i krzywy. Mieszkała nad jeziorem, które błyszczało w świetle księżyca. Pewnego wieczoru znalazła klucz na plaży. Był niebieski jak niebo po deszczu i mienił się słabo.
Klucz buczał w jej dłoni, brzmiąc jak mruczący kot. Krumelur, jej pasiasty kot, ocierał się o jej nogi i miauczał. Sowa Ull mrugała z gałęzi i pohukiwała łagodnie. Pióra Ulla były puszyste jak chmury.
Mira uniosła klucz. Wydobył się z niego cichy dźwięk. Ton wskazywał jak strzałka, prawie mówiąc: „Podążaj za mną!”. Mira kiwnęła głową, po czym wzięła swoją małą torbę i latarkę. Szli przez ogród, który pachniał miętą i jabłkami.
Ścieżka była miękka od mchu, jak zielona poduszka pod ich stopami. Wiatr szeptał między liśćmi. Krumelur szedł pierwszy, jego ogon zwinięty był jak znak zapytania. Sowa Ull leciała powyżej, trzymając wartę.
Nagle zobaczyli srebrzystą wstęgę w powietrzu, jak nić światła. Nić prowadziła do dużego dębu. W jego pniu osadzone były małe drzwi. Drzwi zdawały się spać, a ich zamek wyglądał jak maleńki księżyc.
Klucz stał się ciepły w dłoni Miry. Szepnęła miłą rymowankę: „Bim bam blue, małe drzwi, obudźcie się teraz”. Drzwi ziewnęły, otwierając się z kliknięciem, które brzmiało jak pocałunek.
W środku czekała Komnata Snów. Powietrze pachniało wanilią i nocą. Słoiki unosiły się w równych rzędach, przechowując obrazy, piosenki i małe śmiechy. Jedno świecące słowo układało się w „spokój”, co oznacza czuć się bezpiecznie i nieruchomo. Innym słowem była „odwaga”, oznaczająca odważyć się, nawet gdy się trochę boisz.
Mała postać wyszła naprzód. To był Pan Glimmer, ubrany w płaszcz z gwiezdnego pyłu. Dziękuję, powiedział. Kołysanka zaginęła. Jest dla dziecka z pluszowym misiem o imieniu Snuff. Czy możecie mi pomóc?
Mira słuchała uważnie. Za półką usłyszała ciche pociąganie nosem. Trzepotał tam motyl zrobiony z tonu, niebieski i drżący. Mira wyciągnęła rękę i powiedziała miękkie słowa. Miękkie słowa, wiedziała, to słowa, które przytulają. Motyl wylądował i zmienił się w melodię.
Razem zanieśli melodię do właściwego słoika. Była na nim mała etykieta z napisem Snuff. Mira zanuciła małą melodię i delikatnie umieściła melodię w środku. Słoik zaświecił. Pan Glimmer uśmiechnął się i dał Mirze talizman – szczęśliwy urok, małą gwiazdę do powieszenia nad jej łóżkiem.
Kiedy wyszli, drzwi zasnęły znowu. Klucz przestał buczeć i stał się chłodny. Chciał teraz zostać z Mirą; wybrał ją. Krumelur mruczał. Sowa Ull pohukiwała cicho na dobranoc.
W domu Mira wpełzła do swojego łóżka. Powiesiła gwiazdę, a ona świeciła miękko. Wiatr szeptał dobranoc. Jezioro mieniło się nieruchomo. Mira uśmiechnęła się. Wiedziała teraz, że ciekawość i życzliwość otwierają sekretne drzwi i że nawet mały głos może pocieszyć wielką noc.
Zamknęła oczy. Krumelur położył się u jej stóp. Sowa trzymała wartę w oknie. Komnata Snów była bezpieczna. A gdzieś daleko Snuff zasypiał przy niebieskiej kołysance Miry.


























