Na wschód od słońca i na zachód od księżyca
Był sobie raz bardzo biedny człowiek, który miał wiele dzieci. Pewnego zimowego wieczoru rozległo się ciężkie pukanie do ich drzwi. Na zewnątrz stał ogromny biały niedźwiedź. – Jeśli twoja najmłodsza córka pójdzie ze mną – powiedział niedźwiedź – twoja rodzina będzie żyła lepiej, niż kiedykolwiek marzyliście. Ojciec zapytał dziewczynę. Z początku nie odważyła się. Ale kiedy niedźwiedź wrócił, a ona zobaczyła, jak głodne jest jej rodzeństwo, powiedziała tak.
Niedźwiedź pozwolił jej wspiąć się na swój szeroki grzbiet i zaniósł ją daleko przez góry i lasy do zamku ukrytego wewnątrz góry. W środku były jasne pokoje, stoły zastawione jedzeniem i łóżko tak miękkie jak chmury. Niedźwiedź był miły i powiedział: – Będziesz miała wszystko, czego potrzebujesz. Ale w nocy nie wolno ci zapalać żadnego światła. Kiedy zapadła ciemność, ktoś przyszedł i położył się cicho u jej boku. Nigdy go nie widziała, ale czuła, że to człowiek, ciepły i dobry.
Po pewnym czasie dziewczyna poprosiła o odwiedzenie swojej rodziny. Niedźwiedź zgodził się, ale ostrzegł ją: – Nie daj się podpuścić, by zapalić światło w nocy. W domu matka zaczęła ją wypytywać. Kiedy matka usłyszała o tajemnym gościu w nocy, dała córce ogarek świecy i powiedziała: – Musisz zobaczyć, z kim dzielisz łóżko. Dziewczyna nic nie obiecała, ale mimo to wsunęła świecę do kieszeni.
Kiedy wróciła do zamku, dotrzymywała obietnicy przez długi czas. Ale ciekawość płonęła w niej. Pewnej nocy, gdy nieznajomy oddychał głęboko we śnie, zapaliła świecę. Wtedy zobaczyła, że to wcale nie niedźwiedź, ale najpiękniejszy książę, jakiego mogła sobie wyobrazić. Była tak zdumiona, że jej ręka zadrżała. Gorąca kropla łoju spadła na jego koszulę. Książę obudził się, spojrzał na nią i westchnął ciężko: – Gdybyś tylko poczekała jeszcze rok bez zapalania światła! Wtedy byłbym wolny od klątwy. Teraz muszę udać się do zamku na wschód od słońca i na zachód od księżyca i poślubić księżniczkę trolli. W tym samym momencie wybuchła burza krzyków i śmiechu. Zamek zawirował i zniknął, a książę przepadł.
Dziewczyna stała sama na nagim płaskowyżu górskim. Wtedy powiedziała do siebie: – Znajdę cię, nawet jeśli muszę iść na koniec świata. Wędrowała długo, aż dotarła do bardzo starej kobiety, która siedziała i przędła. Stara kobieta pożyczyła jej lśniące złote jabłko i powiedziała: – To może ci pomóc. Idź do Wiatru Wschodniego i zapytaj go o drogę. Ale Wiatr Wschodni nie wiedział, gdzie jest to miejsce. Pchnął ją dalej do Wiatru Zachodniego, który następnie pchnął ją do Wiatru Południowego. Żaden z nich nie wiedział, ale wszyscy współczuli jej.
W końcu dotarła do Wiatru Północnego, najstarszego i najsilniejszego z nich wszystkich. – Tak, byłem tam raz prawie – zagrzmiał. – To daleko, daleko stąd przez morze i lód. Jeśli się nie boisz, zabiorę cię tam. – Boję się – powiedziała dziewczyna – ale i tak podążę. Wtedy Wiatr Północny uniósł ją i ruszyli. Lecieli nad ciemnymi wodami, nad ostrymi górami i przez szalejące burze. Czasami Wiatr Północny musiał odpocząć na klifie lub napić się z morza, ale nie poddawał się. W końcu, gdy ledwo mógł znieść więcej, postawił ją przy wysokim, czarnym zamku, który trzymał się krawędzi świata. – Tam w środku jest książę – szepnął i pomknął z powrotem.
Zamek roił się od trolli i dziwnych sług. Dziewczyna ukryła się na początku, ale potem wyjęła złote jabłko. Wkrótce księżniczka trolli je dostrzegła. – Co chcesz za to? – syknęła. – Jedną noc z księciem – odpowiedziała dziewczyna. Księżniczka trolli pragnęła jabłka tak bardzo, że się zgodziła. Ale przed tym wieczorem trolle podały księciu mocny napój, i kiedy dziewczyna weszła, leżał ciężki jak kamień. Szeptała i płakała, ale on jej nie słyszał.
Następnego dnia dziewczyna spotkała inną staruchę w cieniu zamku i otrzymała od niej złote zgrzebło do wełny. Księżniczka trolli dostrzegła zgrzebło i też go zapragnęła. Dziewczyna wymieniła zgrzebło na kolejną noc z księciem. Ale poszło tak samo: trunek, głęboki sen, brak odpowiedzi.
Trzeciego dnia dziewczyna zdobyła złoty kołowrotek. Księżniczka trolli iskrzyła się chciwością. – Chcę tego! – zaryczała. – Zatem chcę trzecią noc – powiedziała dziewczyna. Księżniczka trolli wahała się, ale pragnienie zwyciężyło. Teraz dziewczyna poprosiła miłą służącą: – Upewnij się, że nikt nie da księciu trunku dzisiaj wieczorem. Służąca skinęła głową, i tego wieczoru książę zachował umysł czysty. Kiedy dziewczyna weszła, jego oczy były otwarte. Rozpoznali się natychmiast, a cały smutek zmienił się w nadzieję. – Jutro – szepnął książę – przetestujemy trolle. Mają moją ślubną koszulę z plamami łoju. Ta, która zdoła zmyć plamy do czysta, będzie moją prawdziwą narzeczoną.
Rano książę zawołał: – Przynieście koszulę! Teraz zobaczymy, kto jest godzien. Księżniczka trolli wzięła koszulę i tarła, i szorowała, ale plamy tylko rosły i stawały się czarniejsze. Kobiety trolli przyszły i też próbowały, ale to nie pomogło. Wtedy dziewczyna wystąpiła naprzód. Zanurzyła koszulę w wodzie, potarła trochę, i stała się biała jak śnieg. Trolle krzyczały z wściekłości. – Ona jest tą prawdziwą! – powiedział książę spokojnie i wziął dziewczynę za rękę.
Trolle tupały i wyły tak głośno, że zamek się trząsł. Ale wściekłość nie pomaga przeciwko prawdzie. W końcu stały się tak złe, że pękły, co do jednego, a tam, gdzie upadły, pozostał tylko pył. Klątwa pękła. Zamek rozbłysnął, a ludzie, których trolle trzymały w niewoli, stali się wolni.









