Most przyjaźni
Las bambusowy był jasny i zielony, a powietrze pachniało świeżymi liśćmi. Pao, mała panda, nucił wesołą melodię, człapiąc ścieżką. Jego okrągłe uszy drgnęły, gdy usłyszał kroki za sobą.
– Czekaj na nas! – zawołał Lin, duży łagodny panda o miękkim, powolnym głosie. Mała Nini potoczyła się za nimi, ściskając swoją małą drewnianą zabawkę pandę. – Idziemy! Spakowałam plasterki gruszki! – zaćwierkała.
Pao uśmiechnął się. – Zróbmy nasz piknik nad Śmiejącym się Potokiem – powiedział. Troje przyjaciół podążyło za dźwiękiem wody, aż drzewa otworzyły się na lśniący strumień. Bulgotam i pienił się nad gładkimi kamieniami, rzucając maleńkie tęcze w słońcu.
Ale coś było dzisiaj inaczej. Woda była szeroka i ruchliwa po wczorajszym deszczu. Kamienie, których używali jako małej ścieżki, były przykryte chlupoczącymi falami.
– O nie – szepnęła Nini. – Jak dostaniemy się na dużą płaską skałę, gdzie zawsze siedzimy? – Przytuliła swoją zabawkę mocniej. Wyślizgnęła się z jej łap i plusnęła na drugi brzeg, tuż obok ich ulubionego miejsca piknikowego. – Moja drewniana panda!
Pao przyjrzał się strumieniowi. – Nie możemy skoczyć – powiedział. – Jest za szeroko. I nie powinniśmy brodzić. Jest za szybko. – Myślał i myślał. Lin podrapał się po brodzie liściem bambusa.
– Kum! – dobiegł przyjazny głos. Zielona żaba o błyszczących oczach wyjrzała z mszystego kamienia. – Nazywam się Sprig. Kłopoty z przejściem?
– Tak, poproszę – powiedział Lin. – Nasz lunch i zabawka Nini są tam.
Sprig nadymał gardło w zamyśleniu. – Woda jest bystra na środku, ale powolna przy krawędziach – powiedział. – Widzicie te małe wiry przy brzegu? To znaczy, że moglibyście tam sięgnąć na drugą stronę. Widziałem też długi kawałek bambusa, który spadł po deszczu. – Wskazał swoją malutką stopą.
Oczy Pao rozjaśniły się. – Most! – wiwatował. – Możemy zbudować most!
Nini zaklaskała. – Czy to może być most przyjaźni?
– Tylko jeśli zbudujemy go razem – powiedział Lin, uśmiechając się.
Przeszukali brzeg i znaleźli dwa długie, powalone tyczki bambusowe. Pao ciągnął jedną, dysząc trochę. Lin podniósł drugą, silny i pewny. Nini biegała dookoła, zbierając długie zielone pnącza jak wstążki. Sprig skakał wzdłuż krawędzi, obserwując wodę.
– Połóżmy tyczki tam, gdzie woda jest najspokojniejsza – powiedział Pao. Przetestował ziemię łapą. – Tutaj.
Lin opuścił pierwszą tyczkę bambusową na parę dużych skał, które wyłaniały się ze strumienia. Pao i Nini pociągnęli drugą tyczkę obok niej. Razem zawiązali pnącza wokół bambusa i skał. Lin zawiązał staranne pętle. Pao pociągnął, by upewnić się, że są mocne. Nini zrobiła zgrabne kokardy.
– Zanim przejdziemy, przetestujmy! – powiedział Pao. On i Nini zrobili dwie łódki z liści i położyli je na wodzie w pobliżu ich mostu. Łódki ślizgały się leniwie wzdłuż krawędzi i nie odpłynęły. Sprig kiwnął głową. – Dobry wybór.
Pao wszedł na bambus. Czuł się sprężyście pod jego łapami. Wziął oddech. – Pójdę pierwszy – powiedział cicho. – Jestem mały i będę szedł powoli. – Lin stał za nim, silny, ciepły cień. Nini patrzyła szerokimi oczami, jej łapy były złączone razem.
Jedna łapa, potem druga. Pao trzymał kolana ugięte, żeby się nie zachwiać. Plusk połaskotał jego palce. – Dasz radę! – zawołała Nini. – Jesteś ostrożny jak żółw!
Pao dotarł na drugi brzeg z uśmiechem. Zgarnął drewnianą pandę Nini i koszyk, który przeturlał się wcześniej. – Wszystko bezpieczne! – krzyknął. Sprig wskoczył na środek mostu i mrugnął szczęśliwie.
– Twoja kolej – powiedział Pao. Lin poruszał się powoli, balansując z wyciągniętymi ramionami. Nini podążała za nim, malutkie kroki, malutkie chichoty. W połowie drogi jej stopa poślizgnęła się, ale Lin sięgnął w tył i ustabilizował ją. – Mam cię – powiedział. Nini ścisnęła jego łapę. – Dzięki, Lin.


























