Mała rakieta
Była pora spania. Saga otuliła swojego pluszowego misia i wyjrzała przez okno. Gwiazdy lśniły jak małe lampki. Na półce siedziała jej zabawka, Mała Rakieta. Mrugała łagodnie. Saga uśmiechnęła się. Włożyła swój miękki kapelusz astronauty.
Obok niej mruczał mechaniczny robot-kot Pixel. Pixel miał srebrny ogon i okrągłe, żółte oczy. Klik, powiedział Pixel. Jesteś gotowa? Saga kiwnęła głową. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden! Mała Rakieta zaszumiała i uniosła się.
Przeleciały obok księżyca, który wyglądał jak ser z dziurami. Saga czuła się lekka. Była w stanie nieważkości. To znaczy, że twoje ciało czuje się jak piórko. Unosili się w swojej małej kapsule. Kapsuła to mały kosmiczny pokój.
Gwiazdy mrugały. Kometa przemknęła ze świstem. Kometa to śnieżny kamień, który płonie, gdy zbliża się do słońca. Dźwięk był jak szept. Ssssz.
Wkrótce zobaczyli małą niebieską planetę w kropki. Kropki świeciły jak nocne lampki. Wylądujmy, szepnęła Saga. Mała Rakieta dotknęła ziemi miękko. Ziemia była elastyczna, jak trampolina. Pixel zachichotał i zrobił małego fikołka.
Z kamiennego domu wyszedł ktoś o miękkiej, zielonej skórze i dwóch lśniących antenkach. Cześć, powiedziała Saga. Mam na imię Saga. To jest Pixel. Istota uśmiechnęła się ostrożnie. Jestem Viri, powiedziała. Viri wyglądał na zaciekawionego i trochę smutnego.
Dlaczego jesteś smutny? zapytała Saga.
Mój kamień światła zniknął, powiedział Viri. Bez niego nie mogę znaleźć mojej gwiezdnej ścieżki do domu.
Pomożemy ci, powiedziała Saga. To odważne prosić o pomoc.
Szukali śladów. Pixel skanował ziemię. Bip, powiedział Pixel. Tutaj! Małe, lśniące ziarenka prowadziły w stronę polany. Na polanie tańczył wiatr. Był miękki, ale zuchwały.
Saga uniosła swoją mapę nieba. Mapa to obrazek, który pokazuje drogę. Galaktyka, powiedziała cicho, jest jak duże gwiezdne morze. Viri kiwnął głową. Moje antenki wyczuwają zapach, powiedział Viri. Zapach był jak miód i nocne powietrze.
Za niebieskim kamieniem leżał kamień światła. Pulsował jak serce. Viri przytulił go. Dziękuję! Bez was nie odważyłbym się tu szukać.
Świętowali cynamonowymi ciasteczkami. Saga przełamała ciastko na trzy kawałki. Dzielimy się, powiedziała. Kiedy się dzielisz, jest więcej radości. Viri uśmiechnął się szeroko.
Teraz widzę moją gwiezdną ścieżkę, powiedział Viri. Polecicie kawałek ze mną?
Polecieli w górę na ogonie komety. Był miękki jak śnieżna chmura. Jechali przez lśniące ogony i srebrzysty pył. Widzieli planety jak piłki w kropki. Widzieli pierścień jak złoty kapelusz.
Wkrótce nadszedł czas pożegnania. Viri pomachał. Kiedy słuchaliście, znalazłem odwagę. Kiedy pomogliście, znalazłem dom.
Mała Rakieta zawróciła. Podróż do domu przebiegła łagodnie i powoli. Saga ziewnęła. Pixel mruczał.
Znowu w łóżku, Saga naciągnęła kołdrę na ramiona. Uśmiechnęła się. Małe kroki stają się wielkimi przygodami, szepnęła. Gwiazdy mrugały w odpowiedzi, jakby się zgadzały. A noc była dobra.


























