Kwiaty małej Idy
Mała Ida kochała swoje kwiaty. Były małe i jasne, i mieszkały w szklance pełnej wody na parapecie. Ale dzisiaj ich głowy zwisały, a płatki wyglądały na zmęczone.
„Moje biedne kwiaty” – szepnęła Ida. „Dlaczego zwieszacie głowy?”
Młody student, który często odwiedzał rodzinę Idy, wszedł do pokoju z dużą księgą pod pachą. Uśmiechnął się do niej życzliwie. Ida podniosła szklankę. „Spójrz! Moje kwiaty są chore”.
„Chore?” – powiedział student. „O nie, one są po prostu śpiące. Tańczyły całą noc na balu Króla Kwiatów”.
Oczy Idy zrobiły się okrągłe. „Kwiaty potrafią tańczyć?”
„Oczywiście” – powiedział student. Usiadł i otworzył swoją książkę, która była pełna rysunków ptaków, zamków i ogrodów. „Każdej nocy, kiedy śpisz, Król Kwiatów zaprasza je na wielki bal w swoim zamku. Róże noszą szeleszczące suknie, tulipany kłaniają się jak dżentelmeni, a hiacynty dzwonią małymi dzwoneczkami, by zacząć muzykę”.
Ida przyjrzała się uważnie swoim kwiatom. Czy to naprawdę może być prawda? „Czy tańczą w naszym domu?”
„Czasami” – powiedział student. Wyjął z kieszeni ostre nożyczki i wyciął z papieru maleńką tancerkę z wysoką spódniczką i spiczastymi palcami. „Ta mała tancerka zna wszystkie kroki. Postaw ją dziś wieczorem przy swoich kwiatach, a ona zaprosi je do tańca. Ale teraz twoje biedne kwiaty są zmęczone. Musisz je otulić”.
Ida klasnęła w dłonie. „Położę je do łóżka!”
Przyniosła małe łóżeczko swojej lalki i posprzątała je. Wyścieliła je miękką chusteczką i położyła kwiaty delikatnie, łodyga po łodydze. Naciągnęła nawet maleńką kołderkę i wsunęła pod ich słabe liście. Papierowa tancerka stała obok łóżka jak pełen gracji strażnik.
„Śpijcie dobrze” – szepnęła Ida. „Możecie znowu zatańczyć, kiedy się obudzicie”.
Student kiwnął głową. „A jeśli niektóre się nie obudzą, wyprawimy im porządny pogrzeb w ogrodzie. Nie smuć się – kwiaty wiedzą, jak wrócić ze słoncem”.
Tego wieczoru, po bajkach na dobranoc i całusie na dobranoc, w pokoju Idy zrobiło się cicho. Światło księżyca rozlało się po podłodze jak srebrna woda. Ida trzymała oczy otwarte jeszcze przez chwilę. Chciała zobaczyć, czy opowieść studenta była prawdziwa.
Wysoki zegar w holu wybił dwunastą. Ting. Ting. Ting. Natychmiast papierowa tancerka wykonała mały skok. Ukłoniła się łóżku i zakręciła na jednym spiczastym palcu. Jej papierowa spódniczka zawirowała jak biały dzwonek. Ida wstrzymała oddech.
Odpowiedział jej cichy szelest. Kwiaty poruszyły się. Jeden po drugim podniosły głowy. Blade przebiśniegi dygnęły. Krokusy wytrzepały swoje fioletowe rękawy. Tulipany wyprostowały się jak przystojni oficerowie w jasnych płaszczach, a róże rozwinęły swoje spódnice.
Papierowa tancerka klasnęła bezdźwięcznie i dała znak. Kwiaty wyszły z małego łóżka z ostrożną gracją. Hiacynty zadzwoniły swoimi dzwoneczkami – ting-a-ling, ting-a-ling – i taniec się zaczął.
Krążyły po pokoju, sunąc po podłodze, okrążając nogi krzesła, jakby były wielkimi filarami. Czerwona róża prowadziła złotego tulipana w dostojnym tańcu. Niebieskie fiołki złapały się za ręce i podskakiwały w kółku. Nawet maleńkie niezapominajki kicały słodko, starając się nie zostać w tyle.
Wtedy, jakby ciepły wiatr otworzył ukryte drzwi, wszedł ktoś mały i wspaniały. Nosił koronę lekko jak płatek i płaszcz w kolorze nowych liści. Nie był wyższy niż dłoń Idy. Wszystkie kwiaty ukłoniły się nisko.
„To Król Kwiatów” – szepnęła Ida do siebie.
Uśmiechnął się do tancerzy i uniósł zieloną różdżkę. „Tańczcie, moi drodzy. Dzisiejsza noc jest jasna”. Muzyka płatków i liści wypełniła pokój, dźwięk jak szepczący deszcz.
Papierowa tancerka skoczyła i zakręciła się, tak lekka, że prawie frunęła. Była świetną partnerką, choć z papieru, i Król Kwiatów ukłonił się jej również uprzejmie. Serce Idy biło szczęśliwie w rytm małego balu.
Ale nie każdy kwiat mógł tańczyć długo. Jeden mały kwiat leżał nieruchomo w łóżku lalki. Jego płatki były pomarszczone i szare na brzegach. Król Kwiatów podszedł blisko i dotknął go życzliwie. Taniec zwolnił. Kwiaty zebrały się, pochylając głowy.
Zaczął się łagodny pochód. Dwa wysokie tulipany niosły mały kwiat w maleńkim powozie zrobionym z pokrywki pudełka na zabawki Idy, wyścielonym wstążką. Fiołki szły z tyłu, a hiacynty dzwoniły ciche nuty pożegnania. Papierowa tancerka złożyła dłonie i nawet róże były cicho.
Położyły mały kwiat w szufladzie biurka Idy, by poczekał na ranek, kiedy można będzie zrobić prawdziwy grób w ogrodzie. Król Kwiatów uniósł różdżkę. „Dziś świętujemy. Jutro wspominamy. Nic, co prawdziwie piękne, nigdy nie ginie”.
Muzyka wzrosła znowu, jaśniejsza teraz, jakby wszystkie kwiaty tańczyły nie tylko dla siebie, ale dla tego jednego, który nie mógł już tańczyć. Wirowały i kłaniały się, kręciły i śmiały głosami płatków. Ida starała się nie zachichotać na głos.
W końcu pierwsza blada wstążka świtu dotknęła okna. Kogut zapiał w oddali. Król Kwiatów uniósł rękę. „Wracajcie na miejsca, moi drodzy”.
Kwiaty pospieszyły cicho. Weszły na małe łóżko i ułożyły się pod chusteczką. Róże otuliły się liśćmi jak kołdrami. Fiołki przytuliły się blisko. Papierowa tancerka wykonała ostatni ukłon w stronę Idy – tak, naprawdę to zrobiła – a potem stała bardzo nieruchomo, jakby nigdy się nie poruszyła.
Ida wsunęła się pod kołdrę i zasnęła z uśmiechem.
Rano słońce grzało zasłony. Ida usiadła i pobiegła do łóżka lalki. Kwiaty były takie, jak wcześniej, z głowami zwieszonymi w dół. Ale Ida znała teraz ich sekret. Znalazła cichy kwiat w szufladzie biurka i zaniosła go ostrożnie na dół.
Student był przy stole i Ida opowiedziała mu wszystko jednym tchem – dzwonki, ukłony, Króla Kwiatów, mały pogrzeb. Student słuchał z błyszczącymi oczami i kiwał głową.
„Więc musimy dotrzymać naszej obietnicy” – powiedział. „Dajmy twojemu kwiatu godne miejsce spoczynku”.
Wyszli do ogrodu z małą łopatką. W słonecznym kącie pod oknem wykopali maleńki grób. Ida wyścieliła go kolorowym papierem i liściem miękkim jak aksamit. Położyła kwiat w środku i przykryła go ziemią. Student napisał kilka łagodnych słów na małej kartce i wbił ją w ziemię patykiem: Tu spoczywa mały kwiat. Śpij dobrze do miękkiego wezwania wiosny.
Ida wcisnęła niebieską wstążkę obok znacznika. Stała chwilę ze złożonymi dłońmi, nie smutna teraz, ale zamyślona.
„Czy on wróci?” – zapytała.
Student uśmiechnął się. „Kiedy wrócą ciepłe dni, a Król Kwiatów urządzi swój bal w słońcu, zobaczysz nowe małe kwiaty w nowych sukienkach. Tak właśnie powstają znowu”.
Ida spojrzała przez ogród. Już maleńkie zielone punkciki przebijały się na grządkach. Czuła się tak, jakby mogła słyszeć dzwonki hiacyntów daleko stąd, wołające cicho. Pochyliła się i poklepała ziemię. „Dobranoc” – powiedziała. „Do zobaczenia na następnym balu”.









