Karetka Amber rusza na ratunek
Nia uwielbiała śmigać na swojej czerwonej hulajnodze. Miała mały srebrny dzwonek, który robił dzyń-dzyń. W parku jej przyjaciel Max rysował kredą drogi, a Nia udawała, że jest malutkim autobusem jadącym wzdłuż nich.
— Gotowi, do startu, start! — zaśmiała się Nia, odpychając się swoją silną stopą. Miała na sobie błyszczący kask z zielonym paskiem. Słońce ogrzewało ławki, a kaczki kwakały przy stawie.
Na szczycie małego wzgórza Nia spojrzała w dół i poczuła się odważna. Uniosła obie stopy i szuuu. — Łiii! — Hulajnoga pojechała szybciej, niż się spodziewała. Uderzyła w kamień — łup! — i Nia przewróciła się na miękką trawę. Jej kolano zapiekło, a oczy napełniły się łzami.
Max podbiegł. — Wszystko w porządku?
— Chyba tak — pociągnęła nosem Nia. — Moje kolano jest wściekłe.
Pomocnik w parku pomachał i powiedział coś do radia. W oddali odpowiedział przyjazny dźwięk: i-jo, i-jo. Zza rogu wyjechała Karetka Amber, jasna i czysta, jej niebieskie światła mrugały jak szybkie małe mrugnięcia.
Wewnątrz Amber byli ratownik Jaz i ratownik Theo. Jaz miała naklejki na kieszeni. Theo miał życzliwe oczy i spokojny głos. Amber nuciła cichą piosenkę silnika, jakby mówiła: — Jestem tutaj, żeby pomóc.
— Cześć, Nia — powiedziała Jaz, klękając na trawie. — Jestem Jaz, a to jest Theo. Czy możemy spojrzeć?
Nia kiwnęła głową. Max trzymał jej hulajnogę i stał bardzo nieruchomo, jak strażnik.
Theo uśmiechnął się. — Po pierwsze, wielka piątka za noszenie kasku. — Klap! — Czy opowiesz nam, co się stało?
Nia wpatrywała się w swoje buty. Poczuła drżenie zmartwienia w brzuszku. Nie chciała powiedzieć, że próbowała zjechać ze wzgórza z obiema stopami w górze. Szepnęła: — Pies mnie popchnął.
Światła Amber mrugnęły raz, łagodnie i na niebiesko. Głos Jaz był cichy. — Psy potrafią zaskakiwać — powiedziała. — Dziękuję, że nam powiedziałaś. Chcemy ci pomóc tak, jak trzeba. Prawdziwa historia pomaga nam najbardziej.
Nia wzięła oddech. Prawda wydawała się trochę ciężka, jak plecak. — Zjechałam ze wzgórza z nogami w górze — powiedziała. — Próbowałam jechać super szybko. — Dotknęła kolana. — Zdjęłam też ochraniacze na łokcie. Są w moim plecaku.
— Dziękuję, że nam powiedziałaś — powiedział Theo, uśmiechając się jeszcze szerzej. — To bardzo pomaga. Teraz wiemy, gdzie sprawdzić.
Jaz wyczyściła kolano Nii chłodną, delikatną chusteczką. — To może łaskotać — powiedziała. Następnie przycisnęła wesoły plaster z malutkimi kaczkami. — Kaczki do stawu — powiedziała Jaz.
Nia zerknęła na plaster i zachichotała. — Kwa-kwa.
Amber mruczała radośnie. Max rozluźnił ramiona. — Czy mogę być twoim pomocnikiem? — zapytał.
— Już jesteś — powiedział Theo. — Zachowałeś spokój. To praca pomocnika.
Jaz opukała łokieć i nadgarstek Nii. — Wszystko inne wygląda dobrze. Twój kask spisał się świetnie. Następnym razem stopy gotowe do hamowania, dobrze?
Nia kiwnęła głową. — Stopy gotowe — powiedziała. — I ochraniacze na łokcie założone. I powiem prawdę szybko, jak syrena. — Zadzwoniła dzwonkiem hulajnogi: dzyń-dzyń.


























