Jak słoń dostał swoją trąbę
W Odległych i Dawnych Czasach słonie nie miały długich trąb. Miały małe, krępe nosy, nie większe niż but. W tamtych dniach żyło jedno bardzo ciekawskie Słoniątko. Było pełne pytań, rano, w południe i w nocy.
– Co krokodyl je na obiad? – zapytało pewnego dnia.
Jego wysoka Ciotka Struś, jego wysoki Wuj Żyrafa, jego szeroka Ciotka Hipopotam i jego włochaty Wuj Pawian nie lubili tak wielu pytań. Wszyscy mówili: „Cicho!” i dawali mu klapsa, gdy pytał za dużo. Ale Słoniątko wciąż było pełne nienasyconej ciekawości.
Zapytało Ptaka Kolokolo: – Co krokodyl je na obiad?
Ptak Kolokolo powiedział: – Idź nad wielką szaro-zieloną, mulistą rzekę Limpopo, otoczoną drzewami febr, i dowiedz się.
Więc Słoniątko spakowało mały tobołek. Wzięło sto funtów bananów, sto funtów trzciny cukrowej i siedemnaście melonów. Powiedziało: – Do widzenia, rodzino. Idę nad rzekę Limpopo, by dowiedzieć się, co krokodyl je na obiad.
W drodze spotkało Dwukolorowego Pytona Skalnego.
– Czy widziałeś krokodyla? – zapytało Słoniątko.
– Mój młody przyjacielu – syknął Wąż – idź nad wielką szaro-zieloną, mulistą rzekę Limpopo, otoczoną drzewami febr, a dowiesz się. Ale bądź ostrożny.
Słoniątko szło i szło, aż dotarło do rzeki. Wyglądała zielono i lśniąco, i trochę strasznie. Na brzegu zobaczyło coś, co wyglądało bardzo jak kłoda drewna.
– Przepraszam – powiedziało Słoniątko uprzejmie – ale czy widział pan krokodyla w tej rzece?
Kłoda otworzyła dwoje oczu i mrugnęła. – Ja jestem krokodylem – powiedziała słodko. – Podejdź bliżej, maluchu, a szepnę ci, co jem na obiad.
Słoniątko podeszło bliżej. Krokodyl kłapnął! Złapał małe Słoniątko za jego mały, krępy nos.
– Myślę – powiedział krokodyl – że dzisiaj zacznę od Słoniątka!
– Ała! Puść! – krzyknęło Słoniątko. Usiadło i ciągnęło, i ciągnęło, ale krokodyl też ciągnął. Jego nos zaczął się rozciągać. Rozciągał się i rozciągał, i rozciągał!
Właśnie wtedy podpełzł Dwukolorowy Pyton Skalny.
– Ciągnij, maluchu! Ciągnij mocno! – syknął Wąż. Owinął się wokół Słoniątka i ciągnął, podczas gdy krokodyl ciągnął z drugiej strony.
Ciągnęli, aż nos Słoniątka urósł długi i dłuższy, i najdłuższy – jak lina! W końcu krokodyl puścił z pluskiem. Słoniątko upadło do tyłu ze swoim nowym, długim nosem leżącym w błocie.









